Przez pierwsze dwa lata trzymałem się planu. Kupowałem fundusze indeksowe co miesiąc i nie patrzyłem na wykresy.
Potem zrobiłem błąd - zainstalowałem aplikację maklerską na telefon. Zacząłem sprawdzać stan konta przed śniadaniem, w kolejce do kasy, wieczorem przed snem. Każdy spadek o pół procenta wywoływał dyskomfort. Każdy wzrost dawał fałszywe poczucie, że powinienem coś z tym zrobić.
Straty były natychmiastowe
Po trzech miesiącach sprzedałem wszystko podczas korekty. Straciłem siedem procent wartości.
Rynek odbił się po sześciu tygodniach. Gdybym nie patrzył, nic bym nie zmienił. Mój portfel byłby teraz wart o dwanaście tysięcy więcej. Zamiast tego kupiłem z powrotem po wyższych cenach i znowu zacząłem sprawdzać notowania. Cykl się powtórzył.
Zalety tego co zrobiłem źle
Wiedziałem dokładnie, co się dzieje z moimi pieniędzmi. Czułem kontrolę nad sytuacją. Mogłem szybko reagować na wiadomości gospodarcze. Miałem wrażenie, że jestem aktywnym uczestnikiem rynku, nie biernym obserwatором.
Wady których nie przewidziałem
Stres towarzyszył mi każdego dnia przez osiemnaście miesięcy. Podejmowałem decyzje pod wpływem emocji, nie danych. Koszt transakcji i podatek zjadły mi dodatkowe cztery procent kapitału. Straciłem czas, który mogłem poświęcić na pracę albo odpoczynek.
Najgorsze było to, że koncepcja inwestycje dla początkujących oparta na automatyzacji i cierpliwości przestała dla mnie działać. Zamieniłem długoterminowy plan w chaotyczne reagowanie na szum informacyjny. Dzisiaj sprawdzam portfel raz na kwartał. Nadal to za często, ale przynajmniej nie niszczę już strategii codziennymi interwencjami.